wtorek 10 maja 2005 wydanie nr 19 (2448)

 

Ułańskie fantazje



powrót


2 maja w Szkółce Jeździeckiej „Józefka” w gminie Zbrosławice zapanowała kawaleryjska atmosfera. Występujący w barwach Pułku 3. Ułanów Śląskich druhowie z 7. Strzeleckiej Drużyny Harcerzy ZHR witali niecodziennego gościa – mjr. Zbigniewa Makowieckiego, wiceprezesa Zrzeszenia Kół Pułkowych Kawalerii w Londynie.
 
Mjr Makowiecki jest absolwentem ostatniego rocznika szkoły podchorążych rezerwy w Centrum Wyszkolenia Kawalerii w Grudziądzu, a więc najmłodszym przedwojennym oficerem. Przydzielono go do 1. Pułku Szwoleżerów w Warszawie, a później do 3. Pułku Strzelców Konnych. Z tą ostatnią formacją walczył aż do 6 października, gdyż na czas nie dotarł do nich rozkaz kapitulacyjny. Pułk poszedł w rozsypkę, a mjr Makowiecki trafił do niewoli. Po wojnie dostał się do 10. pułku dragonów I Dywizji Pancernej gen. Stanisława Maczka.
 
Zbigniew Makowiecki przyjechał do Polski na święto pułkowe 3. Pułku Strzelców Konnych. Kiedy rotmistrz kawalerii harcerskiej Romuald Ficek, drużynowy 7. SDH, dowiedział się, że prezes ZKPK mógłby odwiedzić harcerzy, kultywujących tradycje tarnogórskich ułanów, od razu zaprosił go na Józefkę. Przedwojennego kawalerzystę przyjęto z iście ułańską fantazją.
 
Harcerze zaprezentowali popisowe numery z pokazu, który przygotowali na obchody święta 3 Maja. Rotmistrzowie kaw. harc. Romuald Ficek i Adam Śliwa na, zaprawionej w kawaleryjskich zawodach, klaczy Arabella skakali nie tylko przez płonącą obręcz, ale i przez leżącego konia, żywą przeszkodę – w którą ustawili się harcerze – oraz ławkę, przy której siedział Zbigniew Makowiecki. Zresztą major wykazał się jeszcze większą odwagą i postanowił położyć się na stole, przez który skakała klacz – jak mówił, czuł wiatr od kopyt nad głową. Nie zabrakło i popisów władania białą bronią.
 
Wizyta mjr. Makowieckiego była okazją do wspomnień. – Kiedy nasz pułk poszedł w rozsypkę, odnajdywaliśmy się tylko dzięki koniom. Puszczaliśmy luźno wodze, a one bezbłędnie prowadziły nas do reszty oddziału – przyznał wiceprezes ZKPK. Opowiadał o szacunku kawalerzystów dla kobiet. – Jak ktoś nieostrożnie pochwalił się, że spędził noc z jakąś panią, to był wyrzucany z pułku. Ważny był espirit de corps, przy czym poczucie wspólnoty było szczególnie silne w pułku – każdy dbał o jego honor i strzegł pułkowych barw. Niezwykle istotne było również nienaganne zachowanie przy stole.
 
Zapytaliśmy mjr. Makowieckiego jakie znaczenie dla przedwojennych kawalerzystów ma odradzanie się tradycji kawaleryjskich. – Po pierwsze to dla nas niespodzianka, ale i zachwyt. Przecież ci chłopcy robią to wszystko z własnej inicjatywy, przywiązują ogromną wagę do szczegółów. Proszę zwrócić uwagę choćby na mundury. To dla nas świadectwo, że nie nastąpił koniec kawalerii, że udało się przekazać nasze tradycje następnemu pokoleniu. Jednocześnie jest to dla nas komplement i satysfakcja – widocznie stworzyliśmy wartościowy styl, skoro młodzież chce nas naśladować – odpowiedział gość z Londynu. (esp)
 

     

do góry

 

Z regionu . Kronika kryminalna . Krótko. Sport . Telefony index . poczta . kontakt